Dojechaliśmy na miejsce. W sumie podróż minęła bez żadnych problemów, dla rudego chyba udało się nawet przysnąć. Poklepałam Parysa po szyi i wyszłam z przyczepy kierując się w stronę stajni.
Hmm.. który boks będzie dla niego najlepszy? Bliżej drzwi, a może dalej? Analizowałam ich stan. Dużo ich do wyboru nie było. O, ten jest w sumie nie zły! Duży, z okienkiem, i podwójnymi drzwiami. Tylko wyczyścić, wyścielić słomą, dać jedzenie, wodę i inne duperele i gotowe! Tak, ten będzie idealny. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy do stajni wszedł wujek prowadzący Parysa.
- Wybrałaś już miejsce dla grubego? - zapytał miło, po czym spojrzał się na niego i zaczął głaskać.
- Raczej tak - odpowiedziałam wskazując na boks.
Kiwnął tylko głową, podał mi linkę i poszedł w stronę paszarni. Zakładam, że po asortyment dla rumaka.
Wtuliłam się w jego wielki łeb, lekko musnęłam palcem za uchem i zaczęłam zalewać się różnymi myślami. Mój pierwszy poważny koń. Tylko mój! A co jeżeli nie dam sobie z nim rady? Jest jeszcze młody, a ja nie chcę skończyć wąchając kwiatki od spodu... ale będę dzielna i dam rade! Zaufam mu, mam nadzieję, że on mi też. Zaczniemy od, hm... Gośka, nie rozpędzaj się tak! Dopiero od kilku godzin go masz a już układasz wielkie plany. Jego stan i zdrowie są zawsze na pierwszym miejscu! Delikatnie puściłam głowę Parysa, i spojrzałam na jego kopyto, które już w przyczepie wydawało mi się nie halo. Było naprawdę mocno przerośnięte. Jak najszybciej potrzebujemy kowala, przecież nie mogę pozwolić by mój koń cierpiał. W sumie inne kopyta też nie były w najlepszym porządku. Co prawda, były w lepszym stanie, ale je też będzie trzeba obejrzeć. Przeszłam się z nim wzdłuż korytarza pare razy, raz szybszym stępem, raz wolniejszym.
- Mówiłem, że będzie zły. - usłyszałam za plecami. Odwróciłam się i zauważyłam wujka rozkładającego słome w boksie.
- Mi się on podoba, tobie nie musi. A zresztą to mój koń, tak? - powiedziałam odrobinkę zbyt ostro
- Hola, Gosia, Hola. Rozumiem, że twój, ale narazie będziesz musiała poczekać żeby cokolwiek zacząć z nim robić. - spojrzał się na mnie lekko uśmiechając. Odwzajemniłam uśmiech
- Przepraszam, zaaregowałam zbyt ostro. Poczekam, jestem cierpliwa - przeniosłam wzrok na widły - chyba
- Nie ma co przepraszać, przywiąż go gdzieś i chodź mi pomóż, a nie patrzysz - powiedział wuj i rzucił w moją stronę kawałek marchewki. Podniosłam, dałam dla rudego i przywiązałam.
Ułożyliśmy wszystko na swoim miejscu, znalazła się nawet lizawka po innym koniu. Zaniosłam pozostałości na odpowiednie miejsce i wzięłam komplet szczotek.